W wielu przydomowych warsztatach, garażach i budynkach gospodarczych wciąż wiszą oprawy z tradycyjnymi świetlówkami, montowane kilkanaście albo kilkadziesiąt lat temu. Jesienią, gdy w warsztacie spędza się więcej czasu przy sztucznym świetle, ich wady stają się szczególnie dokuczliwe: rury długo startują na mrozie, mrugają, buczą, a część oprawek ma już pęknięte styki. Naturalnym krokiem jest przejście na LED, ale w praktyce ta prosta z pozoru wymiana ma kilka pułapek.
Większość z nich wynika z tego, że oprawa, statecznik i nowe źródło światła muszą do siebie pasować. Zanim kupi się pierwszą tubę, warto zdjąć klosz i sprawdzić, co jest w środku.
Długość, średnica i trzonek, czyli co pasuje do starej oprawy
Klasyczne świetlówki liniowe występują w kilku średnicach, oznaczanych literą T i liczbą. Najpopularniejsze w starszych oprawach są rury T8, o średnicy około 26 milimetrów, z trzonkiem G13. Ich typowa długość to około 60, 120 i 150 centymetrów. W nowszych oprawach spotyka się cieńsze rury T5 z trzonkiem G5, które mają nieco inne długości, na przykład około 115 centymetrów zamiast 120. To częsta pułapka: tuba LED w rozmiarze T8 nie wejdzie do oprawy T5, nawet jeśli długość wydaje się podobna.
Dlatego zanim zacznie się szukać zamiennika, mierzy się starą rurę razem z trzonkami i odczytuje oznaczenie z jej nadruku. Jeśli to rura T8 długości 120 centymetrów, wybór jest najszerszy. Wtedy odpowiednikiem jest jarzeniówka led 120 cm, jak potocznie nazywa się tubę LED w rozmiarze dawnej świetlówki 36 W, z tym samym trzonkiem G13. Nowe źródło daje porównywalną ilość światła, zwykle w okolicy 1800 do 2000 lumenów, przy poborze mocy o połowę niższym albo jeszcze mniejszym, i startuje natychmiast, również w nieogrzewanym pomieszczeniu w środku zimy.
Statecznik decyduje o sposobie podłączenia
Tradycyjne oprawy pracowały ze statecznikiem elektromagnetycznym, czyli ciężkim dławikiem, i z zapłonnikiem, albo ze statecznikiem elektronicznym, lżejszym i bez osobnego zapłonnika. Tuby LED są projektowane pod różne układy i producent zawsze podaje, z którym z nich współpracują. Najczęstsze warianty to:
- tuba do statecznika elektromagnetycznego, w której zapłonnik zastępuje się mostkiem z zestawu,
- tuba zasilana bezpośrednio z sieci 230 V, wymagająca usunięcia statecznika i zmiany połączeń w oprawie,
- tuba uniwersalna, działająca zarówno ze statecznikiem, jak i bez niego, co producent zaznacza w karcie katalogowej.
Przy tubach zasilanych bezpośrednio znaczenie ma, czy zasilanie doprowadza się z jednej strony, czy z obu. W wersji jednostronnej faza i neutralny trafiają do trzonka na jednym końcu, a drugi koniec jest nieaktywny. W wersji dwustronnej przewody podłącza się do obu końców. Pomylenie tych wariantów skutkuje tym, że tuba nie świeci, a w najgorszym przypadku zwarciem. Dlatego przerobioną oprawę opisuje się trwałą naklejką, która informuje, że jest przystosowana do tuby LED zasilanej bezpośrednio i nie wolno do niej wkładać zwykłej świetlówki.
Maszyny wirujące i efekt stroboskopowy
W warsztacie, w którym pracuje piła stołowa, wiertarka kolumnowa albo tokarka, jest jeszcze jeden powód, by przyłożyć się do wyboru źródła. Światło zasilane prądem przemiennym może tętnić z częstotliwością niewidoczną dla oka. Przy maszynach wirujących może to dawać efekt stroboskopowy, w którym obracające się ostrze lub uchwyt wydaje się nieruchome albo kręcić wolniej, niż jest w rzeczywistości. W skrajnym przypadku to realne zagrożenie przy obsłudze maszyny.
Rzetelni producenci tub LED podają w kartach katalogowych informację o współczynniku tętnienia lub o pracy bez widocznego migotania, co wynika z jakości zastosowanego zasilacza. W warsztacie z maszynami warto wybierać źródła z tą informacją i omijać tuby bez dokumentacji. Dodatkowo przy maszynie dobrze jest mieć lokalne oświetlenie stanowiskowe, które poprawia widoczność linii cięcia niezależnie od światła ogólnego.
Przy okazji warto pomyśleć o ochronie mechanicznej. W warsztacie łatwo uderzyć w lampę deską lub listwą. Odsłonięta tuba LED z tworzywa nie rozpryśnie się jak szklana rura, ale oprawa z kloszem jest bezpieczniejsza i chroni źródło przed pyłem drzewnym, który osiada na wszystkim.
Kiedy wymienić całą oprawę i co zrobić ze starymi rurami
Wymiana samego źródła ma sens, gdy oprawa jest w dobrym stanie. Jeśli jednak klosz jest pożółkły i kruchy, oprawki pękają przy wkładaniu tuby, przewody wewnątrz mają sztywną, kruszącą się izolację, a w środku zalega warstwa pyłu, rozsądniej jest kupić nową oprawę LED. W warsztacie dobrze sprawdzają się oprawy szczelne, o stopniu ochrony IP65, które nie wpuszczają do środka pyłu drzewnego. Każdą przeróbkę wykonuje się przy wyłączonym zasilaniu w rozdzielnicy, a jeśli trzeba zmieniać połączenia, najlepiej zlecić to elektrykowi.
Stare świetlówki zawierają rtęć i nie wolno ich wyrzucać do pojemnika na odpady zmieszane ani tłuc. Oddaje się je do punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych lub do sklepu, który przyjmuje zużyte źródła światła. Stare stateczniki elektromagnetyczne trafiają do elektroodpadów.
Przy większej liczbie opraw dobrze jest zrobić spis: ile jest lamp, jakie mają rury i stateczniki, które są w dobrym stanie, a które do wymiany. Z taką listą łatwiej skompletować materiał. W oddziałach Onninen pomagają dobrać tuby do konkretnego typu statecznika i doradzić, czy w danym przypadku lepiej przerobić oprawę, czy kupić nową.
Przemyślana wymiana jarzeniówek na LED w warsztacie to jaśniejsze stanowisko pracy i niższe rachunki przez wiele lat. Karty katalogowe tub LED, opraw i osprzętu elektrycznego sprawdzisz na www.onninen.pl
Artykuł sponsorowany

Kocham tworzyć rzeczy, które mają emocje — takie „z myślą o kimś”, a nie przypadkowy bibelot. Lubię dekoracje, prezenty i pamiątki z charakterem, szczególnie jeśli można je spersonalizować i dopracować w detalach. Inspiruje mnie estetyka, ale też historie, które stoją za okazjami: urodziny, śluby, rocznice, małe zwycięstwa. Wierzę, że drobiazg potrafi powiedzieć więcej niż długi tekst.

